Z Bodensee do Attersee ( Nuras.info 01/2011)

Z Bodensee do Attersee

W zimowej aurze, późno jesiennego ataku mrozów i śniegów, Austria kojarzy się nam pewnie bardziej z nartami i snowboardem niż z nurkowaniem.

Jeszcze w czerwcu, gdy słońce nieźle prażyło, musiałem wyjechać do Monachium, na wieczorne spotkanie służbowe. Nie zastanawiając się wielce, obliczyłem ilość kilometrów dzielącą stolicę Bawarii z Jeziorem Bodeńskim i nocleg zaplanowałem mniej więcej w połowie drogi. Spakowałem sprzęt i dzwoniąc wcześniej do odnalezionego w necie Centrum Nurkowego, udałem się w podróż.

Nurkowanie w Jeziorze Bodeńskim

Z Bodensee do Attersee

Następnego dnia po spotkaniu, zjadłem śniadanie i po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów zameldowałem się na umówione nurkowanie w niemieckim Lidau. Właściciel bazy - Florian, odwodził mnie od pomysłu zanurzenia, twierdząc, że widoczność będzie fatalna. Moja determinacja zwyciężyła, a przewodnikiem okazała się sympatyczna Jessica.

Po napełnieniu butli przejechaliśmy niewidzialna granice państwową i po kilku minutach drogi znaleźliśmy się w miasteczku Lochau w Austrii. Podjechaliśmy pod samą taflę wody, parkując na trawiastej plaży. Po krótkim briefingu weszliśmy wreszcie do wody, by zaznać oczekiwanego, miłego chłodu.

Niestety przypuszczenia się potwierdziły. Wizura mieściła się w granicach 0,5 - 2 m, a najlepsza była na głębokości +/- 6 m. Początkowo kamieniste wejście do jeziora płynnie przechodziło w mulisty piasek, a długie rośliny pięły się w stronę słońca. Po przekroczeniu 9 m zrobiło się ciemno, a po osiągnięciu ponad 16 m zdecydowaliśmy się zawrócić, by resztę czasu spędzić na granicy litoralu, gdzie panowała najlepsza widoczność. Zanurzenie trwało 78 minut, a ja zebrałem wszystkie dane, by wrócić tu we wrześniu lub październiku.

Tak się złożyło, że rzeczywiście wróciłem do Austrii, ale nad Jezioro Bodeńskie, tylko nad Attersee.

Jedziemy do Bach nad Attersee

Z Bodensee do Attersee

Był już październik i wiało chłodem. W okolicach naszego docelowego akwenu, od blisko 2 tygodni nie padał deszcz. Liczyliśmy na bardzo dobre warunki pod wodą. Sprzed domu zabrał mnie Piotr z Gniezna (nie mylić, że z Bydgoszczy!) i po przejechaniu blisko 1000 km, dojechaliśmy do miejscowości Bach. Tu mieliśmy spać, jeść i napełniać butle i twinsety.

Powoli zjeżdżali się nurkowie tworząc naszą, kilkunastoosobową grupę. Rudi, który organizował imprezę, przyjechał na końcu. Po pysznej kolacji (mięsne kule + wino/piwo) udaliśmy się na zasłużony sen.

Książeczka

Z Bodensee do Attersee

Następnego dnia, po pysznym śniadaniu, omówiliśmy miejsca Nurkowe i podzieliliśmy się na zespoły po 2 lub więcej osób. Każdy z nas otrzymał Tauchparadies Attersee - książeczkę bardzo dokładnie opisującą wszystkie miejsca nurkowe, zlokalizowane wokół jeziora.

Jesteśmy pod wrażeniem. Publikacja, prócz zdjęć, opisuje wg kolejności od Surfplatz (nr 1), które jest pierwszym miejscem od zjazdu z autostrady A1, do Badeplatz (nr 25), które jest ostatnim miejscem nurkowym, już po drugiej stronie jeziora, za miejscowością Attersee, od którego pochodzi nazwa akwenu. Każde z wymienionych, na kolorowych rysunkach, pokazuje parkingi, toalety, spodziewaną głębokość oraz wszelkie fanty, czy platformy zanurzone w wodzie. Są podane wskazania GPS oraz kilometr, przy którym znajduje się wybrane miejsce, a przy drodze stoją tabliczki z owymi kilometrami. Rewelacja.

Pierwsze wejście do wody

Z Bodensee do Attersee

Na pierwsze zanurzenie wybieramy Schlierwand (nr 15), gdzie znajduje się ścianka torfowa. Podjeżdżamy na parking, który po chwili jest pełen. Temperatura powietrza wynosi 10O C, a niebo jest zachmurzone. Składamy sprzęt. Nurkujemy we dwóch z Piotrem. Nie znamy się, nigdy nie byliśmy razem pod wodą. To dziewicze dla nas zanurzenie traktujemy jako sprawdzające.

Początkowo płyniemy na wprost. Temperatura wody przy powierzchni wynosi 14OC (jest połowa października). Widoczność średnia, im głębiej, tym lepsza, dochodzi do 6m. Termoklinę przebijamy na +/- 12 metrze i dopływając do ścianki, schodzimy do 33 m. Tu temperatura wody ma już tylko 5OC. Spora grupa nurków zmąca niestety wodą dotykając, bądź szurając sprzętem po dnie. W miejscu tym często (ponoć) można spotkać miętusy. Przez ogólne zamieszanie, wizura spada i decydujemy się na odbicie od towarzystwa i przeczesanie toni. Napotykamy 2 jaskrawo pomarańczowe rybki. Później pytamy o nie, ale nikt nie potrafi nam odpowiedzieć, co to za sztuki. Wynurzamy się po przystanku bezpieczeństwa, po blisko 45 minutach.

Wracamy, by napełnić butle. Czekając, delektujemy się plackiem i kawą z ekspresu.

Teraz jedziemy do rekomendowanego Ofen (nr 13). Tym razem mniej czasu tracimy na przygotowanie. Wraz z Piotrem schodzimy na 10 m i zaczynamy od lewej strony, co skutkuje spotkaniem 2 ponad pół metrowych szczupaków. Pozwalają na bliższe "oględziny", ale gdy za nadto podpływamy, czmychają na boki, ale tylko na odległość kilku metrów. Bawimy się tak przez jakiś czas. W końcu nawracamy, robiąc półkole schodząc do ok. 20 m głębokości. Spostrzegamy zatopioną łódkę, wokół której pływa ławica małych okoni. Przeglądamy się w lustrze, zawieszonym przy dziobie wraku, a na 16 metrze, badawczo opływamy duże zwalone drzewo, pod którego pniem kryje się spory miętus. Mijamy wiele gałęzi, pniaków i roślin, by w końcu się wynurzyć.

Jedziemy do bazy oddać flaszki, a w knajpie czeka już na nas obiadokolacja. W pierwszej przerwie kilka osób deklarowało się na nocne zanurzenie. Po posiłku zostało nas tylko dwóch, Piotr i ja. Rudi opowiada nam o najlepszych miejscach na nocnego nurka. Na dworze jest już kompletnie ciemno. Po krótkiej wymianie zdań, decydujemy się an nr 8, czyli Twin Towers.

Nocą

Z Bodensee do Attersee

Przyświecając sobie latarkami ubieramy się. Schodzimy po schodkach i Piotrek zawiesza lampkę na poręczy. Poza tym światełkiem jest czarno, bo chmury skrywają gwiazdy. Wchodzimy ostrożnie. Przy powierzchni sprawdzamy wszystkie źródła światła. Jest dobrze. Nurkujemy coraz głębiej i już w pierwszych minutach spostrzegamy szczupaka i węgorze. Okazuje się, że Austriacy ich nie łowią, bo nie jedzą padlinożerców. My wiemy ile tracą! W każdym razie, w ciągu zanurzenia naliczamy ponad 20 sztuk. Kilka jest waniliowych, ale w przytłaczającej większości są srebrzysto - szare. Widzimy też okonie i miętusy, z czego jednego pokaźnych rozmiarów. Pływamy wśród skał i kamieni. Widoczność sięga 10 m.

Z wody wychodzimy bardzo zadowoleni. Wracamy do bazy, a towarzystwo ma już lepsze humory. Zmęczenie daje się we znaki i po 22-giej rozchodzimy się do kwater.

Ostatnie zanurzenia

Z Bodensee do Attersee

Następnego dnia wpierw jedziemy nurkować w rzece, a po południu i po kawie, decydujemy się na zanurzenie w Schwarze Brüke (nr 12), gdzie nurkowie techniczni mogą przekraczać 100 m głębokości. Doszło tu do wielu wypadków, również śmiertelnych, a na parkingu stoi krzyż i tablica upamiętniająca.

Ścianka jest skalista i w większości pionowa z nielicznymi półkami. Przekraczamy 30 m i tu zamarza mi automat. Mam jeszcze dużo powietrza, ponad 150 bar w 15 l butli. Zaczynamy powolne wynurzenie penetrując zakamarki i szczeliny skalne. Na kilkunastu metrach głębokości bomblowanie ustaje i spokojniejsi eksplorujemy ściankę. Jest późne popołudnie i na dworze robi się szaro. Zaczynają wychodzić węgorze i spostrzegamy pojedyncze sztuki. Miętusy leżą w wąskich szparach, wydawać by się mogło, że zaklinowane, ale w razie niebezpieczeństwa w mgnieniu oka znikają. Po niespełna 40 minutach wynurzamy się. Jest zimno i zanosi się na deszcz. Powietrze ma 7OC. Wracamy na sznapsa i obiadokolację.

Wieczorkiem każdy z fotografujących przygotowuje mini prezentacje i przy kufelku piwa oglądamy je na komputerze Rudiego. Komentujemy i zachwycamy się nad niejednym ujęciem.

Wracamy...

Z porannego nurkowania niedzielnego rezygnujemy i jeszcze przed 9-ą wyruszamy w długą podróż powrotną, która mija nam szczęśliwie. W domu jestem przed 19-ą. Wraz z Piotrem stwierdzamy, że trzeba tu jeszcze wrócić, ale tak, by mieć pełne 3 dni nurkowe. Należy też uwzględnić, że w soboty i niedziele, małe parkingi pełne są nurków rodzimych, czeskich i polskich, a pofolgowanie sobie z rana i późniejsze wstanie, może skutecznie wpłynąć na zmianę planów nurkowania w jakimś wcześniej upatrzonym miejscu.

Wojciech Zgoła 2011-01-01

Tagi: austria